obrony koniecznej

PRZEKROCZENIE GRANIC OBRONY KONIECZNEJ. Więcej odwagi Panie Ministrze!

Zaprezentowana przez Ministra Sprawiedliwości nowelizacja Kodeksu Karnego zawiera przełomową zmianę, przesuwającą de facto granice dopuszczalnej przez prawo obrony koniecznej. Szkoda, że wnioskodawca ograniczył się wyłącznie do ochrony miru domowego.

Problem obrony koniecznej otwiera się z chwilą, gdy ktoś popełni „przestępstwo”. W skrajnym wypadku na ziemi leży trup, nad którym stoi ktoś z dymiącym jeszcze pistoletem. Czasem niestety zabijamy, ranimy, niszczymy z konieczności obrony naszego zdrowia, życia lub mienia. I choć samo prawo do obrony nie jest niekwestionowane, to dyskusje rodzi pytanie, jaki poziom agresji jest w takich wypadkach usprawiedliwiony.

Współmierność obrony – teoria z gabinetów

W polskim orzecznictwie dominuje postulat „współmierności” zastosowanych środków obronnych: ofiara ma poszukiwać skutecznego, ale możliwie najmniej intensywnego sposobu obrony. Tak rozumiany postulat „współmierności” jest efektem myślenia życzeniowego rodem z bezpiecznych gabinetów uniwersyteckich. Idea szczytna i piękna, ale oderwana od prozy życia.

W sytuacji zagrożenia mało która ofiara ma w ogóle komfort i możliwość wyboru. Atak najczęściej charakteryzuje się nadzwyczajną dla nas dynamiką. Jesteśmy zaskoczeni i wystraszeni. Koncentrując się na jego odparciu, działamy instynktownie, odruchowo, w ułamkach sekund. Nie sposób oczekiwać od ofiary precyzyjnej, chłodnej analizy niebezpieczeństwa i wyboru dostępnych metod obrony. Przecież widząc agresora z nożem, nie wiemy nawet w jaki sposób przebiegnie atak – czy napastnik nas chce tylko wystraszyć, czy też gotów jest zabić. Gdy się o tym przekonamy będzie już za późno.

Ponadto, w polskiej doktrynie pokutuje ocena „współmierności” pod kątem proporcji dobra atakowanego i poświęcanego. I tak, oddanie strzału z pistoletu do bandyty nacierającego na nas z „jedynie” (!) z nożem, często uznawane jest za „niewspółmierny” środek obrony. Tak jakby nóż tylko lekko ranił, a pistolet zawsze zabijał. A stąd już o krok od skazania. Stoję na stanowisku, iż granice (dozwolonej) obrony koniecznej winny więc leżeć z zasady dalej. Ofiara ataku powinna być pod tym względem zdecydowanie uprzywilejowana i mieć prawo zastosowania z zasady intensywniejszych środków obrony, niż te którymi posłużył się napastnik podczas ataku. Tym samym ofiara powinna mieć możliwość narażenia istotniejszych dóbr napastnika, niż te, które sama chroni, a napastnik atakujący nasze zdrowie, powinien liczyć się z utratą swego życia. Tylko tak zagwarantować możemy skuteczną obronę. I taka obrona mieści się w granicach „współmierności”.

Wadliwe i nieskuteczne regulacje

Kodeks karny wyłącza „karalność” przekroczenia granic obrony koniecznej, jeżeli wynika to ze strachu lub wzburzenia „usprawiedliwionych” okolicznościami zamachu. Rozwiązanie to jest niestety w praktyce nieskuteczne i niespójne systemowo.

Przecież każda krzywda wyrządzona napastnikowi jest z zasady podyktowana strachem lub wzburzeniem. Nikt o zdrowych zmysłach nie ma też zamiaru krzywdzić przypadkowej osoby, w przypadkowym miejscu i czasie – a takie są realia stosowania obrony koniecznej. W teorii rozwiązanie to powinno zwolnić z odpowiedzialności większość sprawców działających w warunkach obrony koniecznej, ale tak się nie dzieje. Sądy i prokuratorzy niechętnie doszukują się bowiem takiego „usprawiedliwienia”. Ustawa swoją drogą, a praktyka swoją.

Do tego, jeżeli nasz strach lub wzburzenie, jako przyczyna zastosowania zbyt intensywnego środka, są „usprawiedliwione”, to ustawa winna uchylać w ogóle przestępność takiego działania, a nie jedynie jego karalność. W takich realiach, broniący się nie powinien być nazywany przestępcą. Instytucja „nie podlegania karze” zupełnie do takiego przypadku nie pasuje.

Nowe podejście do granic obrony koniecznej

Powyższym problemom wychodzi na przeciw projektowany art. 25 § 2a) Kodeksu karnego. Zmiana ta ma moim zdaniem charakter przełomowy, choć twórcy projektu nie ustrzegli się pewnych potknięć. Jak mniemam z obawy przez zbyt odważnymi zmianami. A szkoda.

Zgodnie z projektem, działanie podjęte w obronie miru domowego nie będzie uznawane za przestępne, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej okaże się „rażące”. Zaatakowany będzie mógł więc bronić się wszelkimi, nawet wyraźnie intensywniejszymi środkami, dopóki nie będą one „rażąco” niewspółmierne, przedwczesne czy też spóźnione.

I tu po raz pierwszy zabrakło odwagi autorowi projektu. Projektowany przepis wyłącza bowiem przestępność „przekroczenia” granic obrony koniecznej. Spowoduje to systemową niespójność – z jednej strony uznajemy że dochodzi do przekroczenia granic obrony koniecznej, z drugiej jednak – kwalifikujemy działanie jako mieszczące się w pojęciu tego kontratypu. A wystarczyło przeredagować drugą część projektowanego przepisu, stwierdzając: „chyba że sprawca zastosował rażąco: niewspółmierny, przedwczesny lub spóźniony, sposób obrony.” by dać wyraźny sygnał, iż każde inne zachowanie jest przez polskie prawo usprawiedliwione i nie stanowi przekroczenia dopuszczalnych granic obrony koniecznej. Tym bardziej, iż to ustawodawca ma pełną swobodę w określaniu przesłanek zastosowania tego kontratypu, a lektura uzasadnienia projektu ustawy składania do wniosku, iż taki był pierwotny cel autora projektu.

Co ciekawe, takie właśnie rozumienie obrony koniecznej zbieżne jest z niemiecką doktryną prawa karnego. Z zasady nie prowadzi się tam wyważenia dóbr – narażonego i poświęconego. Jednostka która może bronić się wszelkimi środkami koniecznymi do odparcia zamachu. Granice dopuszczalnej obrony wyznacza dopiero oczywista, rażąca niewspółmierność użytych środków. Niemieckie orzecznictwo jednoznacznie opowiada się np. za dopuszczalnością pozbawienia życia w obronie swego zdrowia, o ile działanie takie nie jest oczywiście niewspółmierne. Paradoksalnie, takie rozumienie granic obrony koniecznej w RFN wykształciło się na podstawie …niemal tożsamych z polskimi zapisów w kodeksie karnym. Uwidacznia to dobitnie nie tylko rolę orzecznictwa i doktryny w precyzowaniu zasad obrony koniecznej, ale i konieczność ingerencji polskiego ustawodawcy w tej materii.

Czemu tylko mir domowy?

Powstaje jedynie pytanie, dlaczego nowe zasady mają odnosić się wyłącznie do naruszenia miru domowego? Czy napadnięta na ulicy kobieta nie powinna korzystać z tego samego dobrodziejstwa, czy też nadal będzie musiała wybierać najmniej szkodliwe dla sprawcy środki obrony i udowadniać jak bardzo się bała podczas zamachu? Żałuję, że Ministrowi Sprawiedliwości zabrakło po raz drugi odwagi, by zaproponować rozwiązanie systemowe i przesunąć granicę dopuszczalnej obrony koniecznej w odniesieniu do wszystkich sytuacji życiowych. Mir domowy należy oczywiście chronić szczególnie. Tak samo jako zdrowie i życie obywateli w miejscach publicznych.

Na szczęście prace nad tym projektem dopiero się zaczęły.

adw. Krzysztof Kuczyński, LL.M.
instruktor strzelectwa

(artykuł ukazał się na łamach „Rzeczypospolitej” http://archiwum.rp.pl/artykul/1357841-Wiecej-odwagi-panie-ministrze!.html)